Uwielbiam bezy, a jednocześnie jestem bardzo wybredna jeśli chodzi o ideał. Dla mnie musi być chrupiąca na zewnątrz, a w środku miękka (najlepiej opisuje to angielskie słowo gooey). Nieskromnie przyznaję, że lepszej niż moja własna jeszcze nie jadłam 😉 do bezy, ze względu na jej słodycz, lubię niezbyt słodkie dodatki – zarówno kremy jak i owoce.

Co będzie potrzebne:

  • 4 białka
  • Szczypta soli
  • 175 g cukru pudru
  • 1 łyżeczka soku z cytryny
  • 1 łyżeczka skrobii kukurydzianej lub ziemniaczanej
  • 250 g mascarpone
  • 200 g śmietanki kremówki 30%
  • 5 łyżek puree z mango
  • 3 łyżki pulpy z marakui

Wykonanie:

Białka powinny być w temperaturze pokojowej. Białka ubić na sztywną pianę ze szczyptą soli. Następnie, ciągle ubijając, dodawać cukier puder, łyżeczka po łyżeczce, miksując między kolejnymi porcjami ok 15 sekund. Po dodaniu całego cukru ubijać aż do uzyskania lśniącej, sztywnej piany. Na koniec dodać sok z cytryny, krótko zmiksować. Dodać skrobię i wymieszać szpatułką.

Na papierze do pieczenia, od spodu, narysować kółko o średnicy ok 20-22 cm. Papier ułożyć na blasze, nakładać masę bezową, robiąc odrobinę wyższe boki.

Piekarnik nagrzać do 120°C (u mnie sam termoobieg, bez grzałek, dolna część piekarnika) i wstawić bezę na 30 minut. Po tym czasie obniżyć temperaturę do 100°C i piec jeszcze przez 2 godziny. Wyłączyć piekarnik i zostawić bezę do wysuszenia na minimum 2 godziny, a najlepiej na całą noc.

W całym procesie pieczenia i suszenia nie należy w czasie pieczenia otwierać piekarnika – ostatni etap też przy zamkniętych drzwiczkach.

Kremówkę ubić z maskarpone na gęsty krem, dodać 4 łyżki puree z mango (ja wolę mniej słodki krem, ale z wyraźnym smakiem owocowym).

Nałożyć krem na bezę, polać pozostałą łyżką puree z mango i 3 łyżkami pulpy z marakui.

Do czasu podania trzymać w lodówce.