Temat jedzenia jest od początku numerem 1 u mnie na blogu. Nie wiem czy zwróciliście uwagę, że kuchnia, którą prowadzę jest raczej zbilansowana i jak na polskie standardy można powiedzieć, że zdrowa 😉

Nie ukrywam, że jeszcze kilka lat temu nie przykładałam tak wagi do składu i jakości przygotowywanych potraw . Zmiany zaczęłam wprowadzać gdy szykowałam się do ciąży – nie były bardzo drastyczne, ale planowałam posiłki bardziej „z głową”. Gdy zaszłam w ciążę organizm naturalnie zaczął domagać się lepszego traktowania, choć zdarzały się nocne wypady do McDonalda 😉

Gdy urodziła się Łucja jako młodzi rodzice wpadliśmy w lekką panikę – przecież dieta matki karmiącej jest mega restrykcyjna. Przez pierwsze dwa tygodnie Łukasz stał w kuchni szykując zdrowe posiłki, wertował tabele dietetyczne i z obłędem w oku wmuszał znienawidzone przeze mnie gotowane mięso i warzywa bez smaku 😉

Na szczęście trafiliśmy na bardzo mądrą pediatrę, która najpierw popukała się w czoło, a potem na spokojnie nam wytłumaczyła co i jak. Oczywiście mój mózg jako najważniejszą zanotował informację, że koniec z parowanymi klopsikami, ale na szczęście racjonalna część naszej rodziny, Łukasz, wyłapał też inne wskazówki dotyczące karmienia piersią (KLIK).

Kolejny ważny etap to było rozszerzanie diety Łucji. W momencie kiedy zdecydowaliśmy się na ten krok karmiłam ją wyłącznie piersią więc wiedziałam, że nawet jak nam nie będzie „szło” wprowadzanie nowych produktów to i tak dostanie wszystko co najważniejsze. Jednak nie wszystkim mamom jest to dane i wtedy trzeba zwrócić specjalną uwagę na dodatkowe czynniki – przede wszystkim na ilość białka w diecie dziecka, ponieważ ma ono ogromny wpływ na metabolizm malucha i jego nadmiar może prowadzić do problemów z otyłością za kilka-kilkanaście lat.  Więcej o roli białka możecie przeczytać na zdroweodkolyski.pl.

Dzięki temu, że w tym czasie nasza dieta była naprawdę rozsądna, poszliśmy za ciosem i gładko weszliśmy w metodę BLW (KLIK). Dzięki temu cała rodzina jadła zdrowo, bo nie bawiłam się w robienie oddzielnych posiłków dla małej i zwracałam dużą uwagę na jakość składników i sposób ich obróbki. Wychodziło to też taniej – każda pani lub pan domu wiedzą, że dla kilku osób gotuje się bardziej ekonomicznie. Poza tym dziecko chętniej je widząc, że wszyscy mają to samo na talerzu.

A teraz dodatkowy smaczek – kilka dni temu zajawiałam na fejsbuniu, że we współpracy z Beatą Sadowską ruszył Projekt Body. Biorąc w nim udział możecie pogłębić swoją wiedzę z zakresu odżywiania dzieci i jaki ma to wpływ na ich przyszłość.
Udzielając prawidłowych odpowiedzi na pytania w ankiecie macie szansę codziennie zdobyć jedno z 500 body zaprojektowanych przez super mamę – Beatę. Codziennie po północy pula ubranek się resetuje więc jeśli jednego dnia się nie udało to się nie poddawajcie.

Reklamy